Żeby nie zapomnieć być Polakiem

„Dlaczego chodzisz do polskiej szkoły?” – Dzieciom podoba się obecność kamery, bo wystąpią przed szerszą publicznością; jak w telewizji. No i rodzina w Polsce zobaczy. Odpowiadają więc chętnie, chociaż podobnie: „Żeby się uczyć o Polsce i legendach…”

Legendy były tematem poprzedniej lekcji, stąd prawie żadne z dzieci nie pomija tego skojarzenia o ojczyźnie. Ale Ola odpowiada nieco inaczej; krótko i rzeczowo: „By nie zapomnieć o Polsce”. Dopiero podczas montażu uświadamiam sobie wartość tej wypowiedzi; wartość tym większą, że powiedziała to kilkuletnia dziewczynka. Wstawiam więc ją na koniec filmiku, który znajdzie się później na naszej stronie internetowej.

Ale kiedy kamera już nie nagrywa, dzieci są bardziej szczere – już nie nauka i legendy są powodem ich obecności na dodatkowych zajęciach. „Muszę przychodzić, bo rodzice mi każą…”; „Mam dość nauki przez cały tydzień. Wolałabym mieć wolną sobotę”. Tylko Ola się upiera: „A mnie się tu podoba”. Dyskusję kończy siedmiolatek, stwierdzając, że nie chce być Polakiem… Bo po co ma być Polakiem?

Zachęcać – nie zniechęcać!

Kształtowanie postaw patriotycznych, potrzeba uczenia tradycji i kultury polskiej, odpowiednie metody nauczania – to wszystko wydawało się być priorytetowe w tego rodzaju szkole, ale teraz, z perspektywy kilku miesięcy przepracowanych w Polskiej Szkoły Sobotniej w Belfaście wiem, że metody nauczania można stosować różne, ale nie na nich należy się skupiać, lecz na tym, by uczniów zachęcać a nie zniechęcać do lekcji na temat ich ojczyzny. A po przygodzie z videofilmowaniem na zajęciach zdaję sobie również sprawę z tego, że oczywistą potrzebę kształtowania w młodych Polakach tożsamości narodowej, można zaspokajać poprzez szukanie odpowiedzi na pytanie: „Po co mam być Polakiem?”

Udało się!

Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście otwarta została 10-go listopada 2007 roku – po intensywnych przygotowaniach, dobraniu odpowiedniej kadry pedagogicznej i znalezieniu lokum w gościnnych progach szkoły podstawowej St. Michael’s. O początkach inicjatywy opowiedziała mi pełniąca rolę kierownika polskiej szkoły, Barbara Snowarska:

Na przełomie 2006/2007 rożne osoby kontaktowały się ze Stowarzyszeniem Polskim w Irlandii Północnej, szukając możliwości utworzenia placówek edukacyjnych dla polskich dzieci. Dzięki umieszczeniu informacji o takim pomyśle na forum internetowym polskibelfast.pl widać było coraz większe zainteresowanie rodziców i potencjalnych nauczycieli i w dniu 8 września 2007 roku w siedzibie Stowarzyszenia zorganizowane zostało spotkanie dla wszystkich zainteresowanych zapisaniem swych dzieci do szkoły. W kolejnych tygodniach doszło do wyłonienia z grona rodziców Zarządu Polskiej Szkoły Sobotniej, który intensywnie zajął sie przygotowaniami do otwarcia szkoły: rekrutacją nauczycieli i zapewnieniem wymaganych przez północnoirlandzkie prawo, ubezpieczeniem szkoły, znalezieniem odpowiedniego lokalu, wynegocjowaniem odpowiednich warunków jego wynajmu.

Pani Barbara ma nadzieję, że placówka zapewni naszym dzieciom kontakt z językiem i kulturą polską i będzie dla uczniów sposobem na nawiązanie przyjaźni z rówieśnikami w kraju i w innych szkołach za granicą.

Przedsięwzięcie działa pod patronatem Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej i dzięki rozwijającej się współpracy z Konsulatem Generalnym RP w Edynburgu. Już 17 listopada 2007 roku gościliśmy panią konsul Annę Dzięciołowską, która przekazała dofinansowanie na rozwój placówki.

Nie ma przymusu

Dosyć to dziwne uczucie znaleźć się w brytyjskiej szkole, gdzie słychać właściwie tylko język polski. I tylko czasem, wśród dzieciaków głośno korzystających z przerwy, ich rodziców i nauczycieli próbujących zapanować nad dziecięcą energią, pojawia się pani dyrektor St. Michael’s Primary School, Nuala McCaughan – trochę chyba zagubiona i przestraszona polskością opanowującą co sobotę zarządzaną przez nią placówkę. Właśnie dzięki jej gościnności i otwartości korzystamy ze znakomicie wyposażonych sal lekcyjnych i z niezwykłej, niemalże rodzinnej atmosfery tego miejsca. Łatwiej prowadzić lekcje, kiedy ma się dostęp do Internetu, urządzeń multimedialnych i bardzo dobrych pomocy dydaktycznych.

W zależności od wieku prowadzone są zajęcia zintegrowane, lekcje języka polskiego z elementami kultury i sztuki; uczy się też tutaj geografii i historii. Grupy liczą po kilkanaścioro uczniów, a zajęcia przebiegają w sympatycznej atmosferze. Nie ma przymusu; prace domowe są tylko dla chętnych, których mimo wszystko nie brakuje. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się zadania i testy interaktywne, dostępne za pośrednictwem uruchomionej internetowej platformy edukacyjnej. Właśnie dzięki szkolnej stronie WWW uczniowie poszczególnych grup mają stały dostęp do materiałów lekcji i dodatkowych ćwiczeń. Jest też dział dla wszystkich, gdzie bez konta użytkownika można sprawdzić swoją wiedzę i rozwijać umiejętności. Platforma jest nadal w fazie testowej, ale na pewno od września ruszy z kopyta – publikacji będzie dużo więcej i będą z nich mogli korzystać nie tylko uczniowie PSS, lecz także wszyscy zainteresowani tą formą edukacji na odległość.

Nasze, polskie dzieci

„A kto jest najbardziej zadowolony z tego, że uczęszczasz na polskie zajęcia?” – „Babcia!”; „Dziadkowie” – a nawet ciocia i kuzynka – ci wszyscy, którzy pozostali w Polsce i czasem boją się, że Polakom na Wyspach dzieje się krzywda, a może nawet grozi wynarodowienie. Ale cieszą się też rodzice. To trochę odciąża ich potrzebę spełniania obowiązku wobec ojczyzny i rodziny – ich dzieci uczą się polskiego. Jakże więc mniej stresująca będzie telefoniczna rozmowa z krewnymi w Polsce, kiedy przykładowo na pytanie zatroskanej babci, czy dzieci mówią jeszcze po polsku, można odpowiedzieć z dumą: „Mamo! Przecież chodzą do polskiej szkoły!” A ileż radości tęskniącym w kraju sprawia możliwość obejrzenia filmu czy zdjęć swych małych krewnych w roli uczących się polskości na emigracji; ileż szczęścia z dziecięcej recytacji wiersza Tuwima, tudzież Brzechwy. No i ta ulga, że kiedy może wreszcie zdecydują się na powrót do kraju, dziecko nie będzie miało zbyt dużych problemów z kontynuacją nauki w Polsce.

„A wie pan, jak jest płyta kompaktowa po irlandzku?”. No oczywiście, że nie wiem… Nie mam też pojęcia, jak jest po japońsku, a Mateusz także tym językiem się interesuje. Dobrze byłoby wiedzieć, bo nic tak nie buduje autorytetu nauczyciela, jak jego wszechstronna wiedza i umiejętność porozmawiania z uczniem na każdy temat. Trzeba więc się rozwijać i próbować doganiać uczniów w wielu intrygujących ich dziedzinach – to pomoże zainteresować uczniów także językiem polskim – przecież nie mniej ciekawym niż irlandzki czy japoński, ale niedocenianym i lekceważonym ze względu na nasze polskie kompleksy emigracyjne.

Polskie dzieci są tutaj różne – nieśmiałe i zarozumiałe, aktywne i aktywne inaczej. Jednego prawie nie zauważasz, inne będzie cię traktować jak kolegę. Niektóre zadziwiają swym niezwykle grzecznym zachowaniem, ale są też takie, które prowokują i sprawdzają granice pedagogicznej odporności. Po prostu – takie nasze polskie dzieci. Jednak są różnice. Często nie rozumieją, dlaczego polskie zajęcia są tak inne od brytyjskich; nie wiedzą, czy do nauczyciela zwracać się per pan, czy po imieniu. I po prostu są zmęczone całą tą mieszaną edukacją. Rzadko rozumieją, po co im ta cała polskość, ale są generalnie ciekawe świata, chętnie zdają pytania i zgłaszają się do zadań. Potrzeba więc kierować rozsądnie ich zainteresowaniami, by w ich kręgu znalazły się również sprawy ojczyste.

[…]

A jakie zdaniem Barbary Snowarskiej są rady dla tych, którzy chcą tworzyć podobne placówki?

Należy zaplanować dokładnie wszystko, co najmniej pół roku przed pierwszym dzwonkiem w szkole. Nie liczyć na nasz „słowiański spontan”, który zakończyć się może opóźnieniami działającymi zniechęcająco na wszystkich. Odpowiednio wcześnie należy też rozpoznać możliwości dofinansowania szkoły ze źródeł innych niż jedynie kieszenie rodziców. Na pewno wiele można zmienić, ulepszyć. Należy zarazić entuzjazmem jak największą liczbę rodziców, zachęcić do aktywnego włączania się w działania placówki i praktycznego jej współtworzenia. Bal przebierańców zorganizowany na początku lutego pokazał jak kluczową rolę spełniają rodzice w zapewnieniu sukcesu takiej imprezie. Istotny dla rozwoju szkoły jest duch działań społecznych, chęć służenia swoimi umiejętnościami i talentami szkole – naszym polskim dzieciom.

Sprawa pana Twardowskiego

To źle, kiedy Polska kojarzy się młodym Polakom głównie z politycznym kabaretem. Smutne, że uczeń przebywający za granicą więcej wie o niedoskonałościach polskich partii politycznych niż na temat dokonań słynnych rodaków. Ale można to zmienić. Widać już pierwsze efekty. Dzieci chwalą się, że uczą swych brytyjskich rówieśników polskich słówek (i to nie tylko tych mniej literackich), potrafią w swojej szkole w coraz większym stopniu reprezentować swój kraj i to często w niekonwencjonalny sposób, tak jak to miało miejsce w wypadku jednego z naszych uczniów, który na pytanie angielskiej nauczycielki, kto pierwszy wylądował na Księżycu, z przekonaniem odpowiedział że… pan Twardowski.

Czy warto zawracać sobie głowę polską edukacją na obczyźnie? Czy trzeba nieraz zmuszać własne dziecko do dodatkowych zajęć w ojczystym języku. Odpowiedź wydaje się być oczywista, ale należy starać się o to, by wszystkie dzieci chętnie uczęszczały na polskie lekcje, były ciekawe swego kraju i uczyły się czuć dumę z bycia Polakami. Jeśli uda się to osiągnąć, to może wtedy nawet siedmiolatek będzie umiał odpowiedzieć na pytanie, po co być Polakiem. I chętniej weźmie udział w kolejnej lekcji… Żeby nie zapomnieć.

Grzegorz Wawrzyński

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *